Zobacz posty bez odpowiedzi | Zobacz aktywne tematy Obecny czas: 20 Paź 2017, 16:10



Odpowiedz  [ 101 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1 ... 7, 8, 9, 10, 11  Następna
 Gazeta Wyborcza 
Autor Wiadomość

Rejestracja: 17 Lut 2008, 22:06
Posty: 830
Miejscowość: Kraków
Post Re: Gazeta Wyborcza
„GAZETA WYBORCZA” nr 202 (8809) 30 VIII 2016

Rosja ściga za czytanie Biblii

Wacław Radziwinowicz
Policja i sądy zaczęły ścigać osoby, które zbierają się w domach, by czytać Biblię, oraz rozdają literaturę religijną.
Mieszkający w Orle amerykański baptysta Donald Ossewaarde podpadł pod paragraf wprowadzony przed miesiącem do kodeksu administracyjnego. Sąd skazał go na zapłacenie grzywny w wysokości 40 tys. rubli (ok. 2350 zł), grozi mu też deportacja. Zawinił, bo zaprosił do domu znajomych, by wspólnie czytać Pismo Święte.
- Wiedzieli o tym wszyscy sąsiedzi, nawet dzielnicowy. Ale 14 sierpnia spotkanie w kuchni Ossewaarde przerwał oddział policji. Mojego klienta zabrano prosto do sądu, a ten uznał, że zajmował się on nielegalną działalnością misjonarską - mówił Wadim Andrejew, adwokat Amerykanina.
Przez jakiś czas zanosiło się na to, że pierwszym skazanym "misjonarzem" będzie wyznawca Kryszny, Wadim Sibirew z Czerkieska.
- Zachowanie krysznowców zawsze wydawało mi się dziwne. Podchodzą do nieznajomych przechodniów i próbują z nimi rozmawiać. A ten blondyn zwrócił się do mnie, przedstawił się i zaczął zadawać pytania. Potem wręczył mi książkę o religijnej treści, zapewniając przy tym, że daje mi ją ze szczerego serca. Ja wziąłem, podziękowałem i poszedłem sobie - opisał jego występek Raszyd Zatlaużew, który przypadkowo zetknął się z Sibirewem na ulicy.
Tuż po spotkaniu Zatlaużew napisał doniesienie na "blondyna". Przepisy przewidują kary za działalność misyjną prowadzoną przez osoby bez specjalnego zezwolenia w miejscach do tego nieprzeznaczonych. Sędziowie zajmowali się Sibirewem na trzech kolejnych posiedzeniach i doszli do wniosku, że miał prawo podarować książkę nieznajomemu.
Podobne przypadki zdarzają się w całej Rosji. W nadwołżańskiej republice Mari El ukarano zielonoświątkowca za pobłogosławienie uczestników wiejskiego festynu. W Jamalsko-Nienieckim Okręgu Autonomicznym policja rozpędziła obóz baptystów, a jego organizatorzy stanęli przed sądem.
Władimir Rachowski ze Słowiańskiego Centrum Prawnego spodziewa się, że takich spraw będzie coraz więcej. W niektórych regionach policja odcina drogę wyjścia wiernym zebranym na modlitwę czy to w domach, czy wynajętych salach, a potem wszystkich spisuje. Domaga się od wspólnot przekazania listy członków. Jeśli ktoś z obecnych na modlitwie nie należy do wspólnoty, to zdaniem policjantów prowadzono "nielegalną działalność misyjną".
Paragraf przewidujący kary dla misjonarzy wprowadzono w ramach "pakietu ustaw Iriny Jarowej", posłanki rządzącej partii Jedna Rosja. "Pakiet" ma być orężem do walki z terroryzmem. Jarowa zakazała wszelkiej działalności religijnej poza obiektami do tego przeznaczonymi, np. na ulicy czy w mieszkaniach. Szerzyć wiarę mogą tylko ludzie oficjalnie upoważnieni, z zarejestrowanych wspólnot religijnych.
W Rosji działa ok. 15 tys. nieprawosławnych organizacji chrześcijańskich, tylko 5 tys. z nich jest formalnie zarejestrowanych. Są to przede wszystkim baptyści i zielonoświątkowcy, którzy nie mają zgody na budowę świątyń, a w myśl nowego prawa "antyterrorystycznego" działalność będą mogli prowadzić tylko w podziemiu.
Przeciwko wprowadzeniu kar za "nielegalne misjonarstwo" protestowali przedstawiciele wszystkich wyznań poza Rosyjską Cerkwią Prawosławną. Nowe przepisy są jej na rękę, bo bardzo ograniczają działanie zyskujących na popularności protestanckich wspólnot.

_________________
Nie jedz na czczo (grafitti)


31 Sie 2016, 10:57
Profil

Rejestracja: 17 Lut 2008, 22:06
Posty: 830
Miejscowość: Kraków
Post Re: Gazeta Wyborcza
„GAZETA WYBORCZA”(Białystok) nr 236 (8843) 8 X 2016

Mnisi na ulicach Białegostoku. Namawiali do odnalezienia własnej duszy

Maciej Chołodowski
Hare Kryszna, Hare Kryszna - słowa tej mantry donośnie rozbrzmiewały w sobotnie popołudnie w centrum Białegostoku. Piątka młodych mnichów z Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny, ruchu misyjnego należącego do wisznuizmu (jednego z trzech głównych nurtów hinduizmu) dzieło się poprzez śpiew i taniec swoją radością i miłością do Boga.
Wśród piątki mnichów był pochodzący z Białorusi, niespełna 30-letni Paweł. W rozmowie z "Wyborczą" opowiadał:
- Nie ma znaczenia skąd pochodzimy. Nasz ruch jest ponadnarodowy. Jesteśmy z całego świata. Tutaj przyjechaliśmy z Warszawy, gdzie nasza grupa mnichów przebywa na co dzień. Przyjechaliśmy specjalnie do Białegostoku, żeby wam pośpiewać, rozweselić. Wszyscy jesteśmy mnichami i wprowadzamy kulturę wisznuizmu. Chcemy przez śpiewanie i wszystkie działania, całe nasze życie ofiarować Bogu.

Bo Białystok to fajne miasto
Młodzi mnisi śpiewali w centrum Białegostoku, wygrywając rytm na klasycznych instrumentach hinduskich jak mrydnaga, instrumencie o glinianym korpusie, dwóch membranach i naciągu, ale i harmonii:
- Harmonia jest bardziej słowiańska, ale poprzez nią też można wysławiać miłość do Boga i do wszystkich żywot żywych - zapewniał Paweł.
Na co dzień członkowie ruchu świadomości Kryszny propagują wiedzę o hinduizmie: prowadzą warsztaty (w tym śpiewu), gotują dla innych, wydają książki. Paweł tłumaczy "Wyborczej":
- Starsi mnisi nauczają, a młodsi gotują czy sprzątają. Każdy mnich musi przejść drogę od gotowania, sprzątania do nauczania. Ja jestem kucharzem. Uczę się wciąż jak dobierać odpowiednie przyprawy.
I podkreśla:
- Podróżujemy po całym świecie i trafiliśmy do Białegostoku, bo to fajne miasto. Jest tu dużo ludzi, którzy interesują się naszą kulturą.
Każdy z białostoczan, który napotkał na ulicy mnichów mógł nabyć za dobrowolne datki (na ich powrót do Warszawy) książkę "Nauki królowej Kunti" - o władczyni Indii sprzed pięciu tysięcy lat, kiedy dochodziło tam do bratobójczej walki o tron, o mądrości oraz sile tytułowej bohaterki, które nią kierowały w tym okresie.

Wieczór z bhakti jogą
Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny zostało zarejestrowane w Stanach Zjednoczonych w lipcu 1966 r. przez A.C. Bhaktivedantę Swamiego Prabhupada (1896-1977), spadkobiercę i propagatora nauk Śri Ćajtańji. Do Polski ruch trafił w 1976 r., zaś formalna rejestracja nastąpiła dwanaście lat później. Kult polega głównie na intonowaniu (tzw. kirtan) Maha Mantry, czyli powtarzaniu świętych imion: Hare, Kryszna i Rama oraz mantry Gayatri .
Jeden z przewodników ruchu Śrila Prabhupada mówił: "Otrzymałeś to ciało. Musisz coś jeść. Musisz się okryć. Zatem produkuj własne jedzenie i własne ubrania. Nie marnuj czasu na luksusy i intonuj Hare Kryszna."
O godz. 17 w ramach festiwalu Indii w Białymstoku rozpocznie się wieczór z bhakti jogą pod hasłem "Odnajdź swą duszę" (ul. Pułku Piechoty 41; Shanti Yoga Studio). Mnisi opowiadać będą o swojej kulturze. W programie też m.in: darmowy poczęstunek wegetariański i intonowanie tradycyjnych hinduskich mantr.

_________________
Nie jedz na czczo (grafitti)


10 Paź 2016, 22:31
Profil

Rejestracja: 17 Lut 2008, 22:06
Posty: 830
Miejscowość: Kraków
Post Re: Gazeta Wyborcza
„GAZETA WYBORCZA” nr 258 (8865) 4 XI 2016

Robert Sankowski

Najmniej znany Beatles w dokumencie Scorsese. "George Harrison"
Martin Scorsese kieruje reflektory i kamerę na najbardziej enigmatycznego z Beatlesów

George Harrison **** - dokument, USA 2011, reż. Martin Scorsese
Środa (9.11) 20:20, TVP Kultura

Lennon był duszą Beatlesów, McCartney ich sercem, Harrison to duch tego zespołu, a Starr to jego perkusista – mawiał producent nagrań Wielkiej Czwórki George Martin. Całkiem udany żart, ale dobrze oddaje faktyczną sytuację w zespole.
Z jednej strony John i Paul, dwie współpracujące ze sobą przy pisaniu piosenek, ale też nieustannie rywalizujące artystyczne osobowości. Z drugiej Ringo, pogodzony z rolą tego czwartego i odbijający sobie tę pozycję pracując na opinię największego talentu aktorskiego i dyżurnego trefnisia w kapeli.
A gdzieś pomiędzy nimi George – chłopak z bujną czupryną i melancholijnym spojrzeniem. Świetny gitarzysta, który mimo młodego wieku został zaakceptowany przez Johna właśnie ze względu na świetne umiejętności muzyczne i ubarwił piosenki grupy wieloma znakomitymi solówkami. Poza tym – gdy Lennon i McCartney dawali dojść mu do głosu – autor takich piosenek jak „Taxman”, „While My Guitar Gently Weeps”, „Something” czy „Here Comes The Sun”.
Ale poza tym? Chyba faktycznie najłatwiej jego wpływ na grupę opisywać w wymiarze duchowym. To przecież on zainteresował resztę Beatlesów zarówno muzyką, jak i filozofią Indii. To on przyniósł do studia nagraniowego sitar. To on najdłużej wytrwał przy Maharishim – pokrętnym guru, który na moment zafascynował całą czwórkę Beatlesów. To on na moment bardzo mocno związał się z Ruchem Świadomości Kriszny.
O tej duchowej drodze mówi w dużej mierze dokument. Ale był też przecież inny Harrison. Artysta, który po rozpadzie Beatlesów eksplodował świetnymi nagraniami solowymi. Aktywista, który w latach 70. zorganizował koncert na rzecz dotkniętego klęską żywiołową Bangladeszu. Producent filmowy, bez wsparcia którego nie byłoby sporej części ekscentrycznych kinowych wyskoków trupy Monty Pythona. A także mąż i ojciec, który próbował prowadzić normalne życie.
Scorsese bez zbędnego efekciarstwa pokazuje wszystkie te twarze gitarzysty Beatlesów. A że z ludzi Hollywood czuje scenę muzyczną jak mało kto – wcześniej zrealizował między innymi głośne dokumenty o pożegnalnym koncercie zespołu The Band i Bobie Dylanie – efekt jest bardziej niż satysfakcjonujący.

_________________
Nie jedz na czczo (grafitti)


11 Lis 2016, 00:50
Profil

Rejestracja: 17 Lut 2008, 22:06
Posty: 830
Miejscowość: Kraków
Post Re: Gazeta Wyborcza
„GAZETA WYBORCZA” (online) 29 XI 2016

George Harrison: 15. rocznica śmierci. Przystojny członek The Beatles nadal potrafi zaskoczyć...

Weronika Gazda
15 lat temu zmarł George Harrison z The Beatles. Najmłodszy członek zespołu odszedł w wieku 57 lat. To niewiele, jednak w jego życiu zdążyło przydarzyć się dużo zaskakujących przygód. Cichy Beatles skrywał w sobie mnóstwo tajemnic, o których wiedzą tylko nieliczni. Oto kilka ciekawostek , których jeszcze nigdy nie słyszeliście!

Najmłodszy z Beatlesów
Można by stwierdzić, że George Harrison wkupił się w skład zespołu. Koledzy z kapeli zaakceptowali młodego gitarzystę tylko dlatego, że oferował on miejsce na próby, pozwalając grać w swoim pokoju. Mówiono o nim "milczący Beatles", ponieważ zawsze pozostawał w cieniu innych członków. Prawdopodobnie wiek odegrał ważną rolę w jego zachowaniu. Od początku trzymał się na uboczu i unikał rozgłosu i wykorzystywania uroków bycia sławnym. Z całej czwórki to George Harris najmniej zabiegał o popularność i rozpoznawalność, chociaż jego wygląd zewnętrzny, w ocenie,nigdy nie umknął pięknym kobietom.

Hare Krishna
Mało kto wie, że George Harris fascynował się muzyką, filozofią i religią hinduską. Takie zainteresowania diametralnie zmieniły jego podejście do życia. Chociaż rodzina wychowywała go na katolika, on sprzeciwił się twierdząc, że chrześcijańska postawa nie podobała mu się od samego początku. Przez całe moje dzieciństwo wszyscy chcieli, abym wyrósł na katolika, ale nigdy mnie to nie pociągało. Chrześcijańska postawa nie podobała mi się od samego początku. Wmawiano mi, że muszę wierzyć w to, w co inni mówią mi, że mam wierzyć. Mówili mi: "Nie możesz uwierzyć, dopóki nie zrozumiesz tego i nie będziesz patrzył na to z właściwej perspektywy". Dla mnie wyprawa do Indii, czytanie i słuchanie były jak objawienie - w końcu ktoś powiedział coś, co ma sens. George Harris nie byłby sobą, gdyby swoich zainteresowań nie połączył z muzyką. Dlatego został producentem singla "Hare Krishna Mantra", której członkowie pochodzili z londyńskiej świątyni Radha Krishna.

Własna żona dla Claptona
George Harris przyjaźnił się z Erikiem Claptonem, który pewnego dnia wyznał mu, że darzy wyjątkowym uczuciem żonę najmłodszego z Beatlesów. Chociaż Harrison był w sformalizowanym związku z Pattie Boyd, przez 13 lat, to jego reakcja na słowa Claptona była dość zaskakująca. Podobno skwitował to jednym zdaniem "to sobie ją weź". W 1979 roku George Harrison zagrał na ślubie byłej żony. Cała trójka wzięła udział w jednym z nagrań na płytę "Dark Horse", do tematycznego kawałka "Bye Bye Love". Jak widać miał specyficzne poczucie humoru.

Przystojniak w cieniu pozostałych członków
Według większości kobiet George Harrison to najprzystojniejszy członek zespołu The Beatles. Trudno stwierdzić, czy zdawał sobie z tego sprawę, ponieważ nigdy nie wychylał się zza ramion Lennona i McCartneya, którzy byli twórcami największej ilości hitów kapeli. Oczywiście warto pamiętać, że Harrison ma na swoim koncie kilka utworów, które zakorzeniły się w kanonie muyki rozrywkowej takie jak na przykład: „Here Comes The Sun” oraz „Yesterday”, czyli drugi najchętniej przerabiany kawałek The Beatles.

Harrison wrobiony!
Muzyk razem ze swoją żoną Pattie Boyd został oskarżony, a następnie aresztowany za posiadanie narkotyków. W późniejszej fazie śledztwa prawda wyszła na jaw. Okazało się się, że to policjant, który złapał parę przyczynił się do oskarżenia George'a. Funkcjonariusz podłożył żonie artysty haszysz i w ten sposób wrobił ich oboje. Na szczęście prawda wyszła na jaw. W 1972 roku policjant trafił za kratki, gdzie siedział przez sześć lat.

Pożegnanie z klasą
30 listopada 2001 roku, czyli dzień po śmierci George'a Harrisona, w trakcie zmiany warty przed pałacem Buckingham w Londynie, gwardia królewska oddała hołd zmarłemu muzykowi. W spektakularny sposób wykonali kompilację utworów zespołu The Beatles. Na znak żałoby otworzono księgę z kondolencjami, a także z szacunku opuszczono fagi do połowy masztu.

_________________
Nie jedz na czczo (grafitti)


01 Gru 2016, 00:12
Profil

Rejestracja: 17 Lut 2008, 22:06
Posty: 830
Miejscowość: Kraków
Post Re: Gazeta Wyborcza
„GAZETA WYBORCZA” (Łódź) nr 278 ( 8885) 29 XI 2016

Ksiądz, który był w Młodzieży Wszechpolskiej i jest "cięty" na gejów
Igor Rakowski-Kłos

Będąc klerykiem, miał "to nieszczęście" wyjechać na tydzień z księdzem, który był gejem. Jak sam mówi, "dla ochrony" przez ten czas zdążył odmówić "Zdrowaś Mario" przeszło 8 tys. razy. Ks. Michał Misiak w książce "Ksiądz też człowiek" opowiada o swoim życiu i kapłaństwie.
Ks. Michał Misiak jest jednym z najbardziej charyzmatycznych duchownych w regionie. Do niedawna był związany z parafią św. Mateusza w Pabianicach, a od sierpnia pełni posługę w tzw. Białym Kościele przy ul. Rzgowskiej. Zasłynął odprawianiem nabożeństw w piaskownicy, modlitwami przed sklepem z dopalaczami i organizowaniem dyskotek ewangelizacyjnych. Garną się do niego i młodzi, i trochę starsi.
Nie jest łódzkim Jackiem Międlarem, ale nie kryje sympatii wobec ruchów radykalnych. Błogosławił Łódzki Pluton Straży Marszu Niepodległości, a przed przyjęciem ślubów kapłańskich należał do kierownictwa Młodzieży Wszechpolskiej. W książce Michała Bondyra "Ksiądz też człowiek" opowiedział m.in. o fascynacji nacjonalizmem, strachu wobec homoseksualnych księży i pokusie miłości do kobiety.

Nastolatek w czerwonych spodniach
Ks. Misiak urodził się w 1981 r. w Tomaszowie Mazowieckim. Dorastał w pobożnej rodzinie. W segmencie zawsze stała butelka wody święconej, rodzice nie przeklinali, a dzieci zamykały oczy podczas scen pocałunków w filmach. Tata był pracownikiem fizycznym w fabryce dywanów, a mama zajmowała się wychowywaniem czworga dzieci. Cała szóstka co wieczór klękała, by wspólnie się modlić. "Od dzieciństwa po dziś dzień nie miałem jeszcze sekundy wątpliwości, że moją droga jest kapłaństwo" - zapewnia ks. Misiak, wspominając, że głos Boga po raz pierwszy usłyszał w trzeciej klasie szkoły podstawowej.
Jako dziecko przyszły wikariusz dużo płakał bez powodu, był nieśmiały i małomówny. Jako jedyny ministrant nie odmawiał "zdrowasiek" do mikrofonu. Nastoletnim Michałem dopiero w technikum wstrząsnął młodzieńczy bunt: "Na początku bujnęło mnie na lewo. Wsiąkłem w klimaty 'Punk's not dead'. Miałem dłuższe włosy, czarną czapeczkę z wojskowym orzełkiem, czerwone spodnie z antyfaszystowskimi naszywkami, z których zwisał łańcuch. Lubiłem być wyrazisty i nosić coś, co niesie treść". Przestał się uczyć, co poskutkowało pięcioma jedynkami na półrocze. Mimo to wciąż służył do mszy, odnawiał śluby abstynenckie i był animatorem oazowym.

Czekolada dla krisznowców
Jak to się stało, że z punkowca stał się narodowcem? "Był 1998 rok. Surfując w internecie, natknąłem się na grafikę: Szczerbiec przeszywający unijną flagę. Poczułem jakąś niezwykłą dumę z tego, że jestem Polakiem" - wspomina. Tego dnia zamówił książkę z serii "Biblioteka Wszechpolaka", a po miesiącu zapisał się na kurs wiedzy o Romanie Dmowskim. Na miejscu spotkał skinheadów, kibiców i "kilku głęboko przekonanych narodowców". Ks. Misiak zaczął działać w Młodzieży Wszechpolskiej. Do dziś z dumą wspomina, że współtworzone przez niego koło jako pierwsze w Polsce wróciło do tradycji noszenia piaskowych koszul i czarnych krawatów, a także wydawania legitymacji. Po dwóch latach były antyfaszysta zasiadł w Zarządzie Głównym Młodzieży Wszechpolskiej.
Ks. Misiak opowiada też o przemocy wśród narodowców. Gdy do Tomaszowa Mazowieckiego przyjechała grupa krisznowców, Młodzież Wszechpolska zorganizowała pikietę. Duchowny enigmatycznie mówi o zjawieniu się na niej "30 chłopaków z innej organizacji", którzy mieli ze sobą pałki, nunczaka i gaz łzawiący. "Miałem władzę, by odesłać ich do domu. Nie zrobiłem tego" - przyznaje ks. Misiak. Narodowcy zaatakowali wyznawców hinduizmu i ośmiu przyjezdnych trafiło do szpitala. "Następnego dnia kupiłem osiem czekolad i wieczorem poszedłem do szpitala. Wiedziałem, że mogą mnie tam złapać, pobić czy oskarżyć" - mówi ks. Misiak, nie wiadomo, czy mając na myśli rannych, czy "chłopaków z innej organizacji".
Niedługo później, gdy połowa jego kolegów z Młodzieży Wszechpolskiej została posłami z list Ligi Polskich Rodzin, ks. Misiak wstąpił do łódzkiego seminarium duchownego.

Życie księdza jest łatwe
W wywiadzie duchowny mówi o trudnych sprawach dla Kościoła - zwłaszcza o problemie braku wiary wśród katolików, bez rozróżnienia, po której stronie ołtarza stoją. W seminarium klerycy nigdy nie rozmawiali o Bogu, woleli plotki i obśmiewanie innych. Często niczego na temat Boga nie mogą powiedzieć także przyszli chrzestni. Ks. Misiak: "dla mnie dziś problemem większym niż wierzący niepraktykujący są praktykujący niewierzący. Widzę wielką potrzebę reewangelizacji ochrzczonych".
Duchowny nie kryje też, że życie księży jest "na ogół łatwe" i że "luksus na plebaniach niestety się zdarza". "Nie musimy troszczyć się o mieszkanie, pieniądze, wychowanie i edukację swoich dzieci. W ciągu dnia możemy się położyć i pospać w błogiej ciszy w swoim mieszkaniu. To lubię (śmiech )" - przyznaje, choć sam nie ma telewizora i chodzi w darowanych ubraniach. Drugą stroną medalu takiego życia jest samotność. Ks. Misiak twierdzi, że dla pastorów żony są wsparciem i wyznaje, że ciąży mu celibat: "Na szczęście miłość to nie uczucie, ale decyzja rozumu i z pomocą Bożą można nad tym czuwać. (...) W sprawach sercowych, mimo że pracuję nad sobą, jestem słaby. Dlatego opatrzność Boża nigdy nie postawiła na mojej drodze żadnej kobiety z nieczystymi intencjami".
Ks. Misiak ujawnił w wywiadzie także lęk wobec homoseksualizmu. Mówi, że jest na to "cięty" i przytacza historię, jak będąc klerykiem, miał "to nieszczęście" wyjechać na tydzień z księdzem, który był gejem. Jak sam mówi, "dla ochrony" przez ten czas zdążył odmówić "Zdrowaś Mario" przeszło 8 tys. razy.

***
Nie można odmówić łódzkiemu duchownemu szczerego zaangażowania w to, co robi: "Chcę iść do nieba, dlatego spinam się mocno, by służyć bliźnim właśnie tym, co dostałem od Boga".


Michał Bondyra
Ksiądz też człowiek, czyli trzy historie o pasji w pasji
Wydawnictwo Święty Wojciech
Poznań 2016

_________________
Nie jedz na czczo (grafitti)


01 Gru 2016, 00:15
Profil

Rejestracja: 17 Lut 2008, 22:06
Posty: 830
Miejscowość: Kraków
Post Re: Gazeta Wyborcza
„GAZETA WYBORCZA ” (wyd.warszawskie) nr 140 (9052) 20 VI 2017

Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Między Indiami a PRL. Wystawa o polsko-indyjskiej przyjaźni

Monika Borys
O polsko-indyjskiej przyjaźni, przemycaniu kryształów i aparatów fotograficznych, jodze, hipisach i India-shopach opowiadają na nowej wystawie w MSN Max Cegielski i Janek Simon.
„Dil Tadap Tadap Ke” – tak w języku hindi brzmi „Szła dzieweczka do laseczka”. Ludowy przebój polskich biesiad i wesel zaśpiewali aktorzy w jednym z największych hitów kina Bollywood – „Madhumati” z 1958 r. Piosenkę skomponował Salil Chowdhury, inspirując się kompozycją zespołu Śląsk. Prawdopodobnie usłyszał ją na płycie winylowej. Skąd wzięła się w Indiach? Być może przywiózł ją ze sobą do New Delhi Józef Cyrankiewicz. Od połowy lat 50. Polska i Indie rozwijały bowiem ścisłą współpracę polityczno-gospodarczą i wymianę kulturową. O tych zapomnianych relacjach opowiada wystawa „Sklep polsko-indyjski”, którą można obejrzeć w Muzeum Sztuki Nowoczesnej.
W MSN na ul. Pańskiej kuratorzy – artysta Janek Simon oraz pisarz i podróżnik Max Cegielski – prezentują bogate materiały wizualne i dźwiękowe, dokumentujące polityczną, gospodarczą i kulturalną wymianę między Republiką Indii a Polską Rzeczpospolitą Ludową.
Warto obejrzeć na przykład album ze zdjęciami podarowany w prezencie pierwszemu premierowi niepodległych Indii Jawaharlalowi Nehru, który odwiedził Polskę w 1955 r. Dwa lata później rewizytę złożył Józef Cyrankiewicz, który w New Delhi odbył wycieczkę na słoniu. Ten epizod skomentował na łamach satyrycznego magazynu „Szpilki” Karol Ferster. Karykaturę z Cyrankiewiczem opatrzył podpisem „Słoń a sprawa polska”.
Intensywne relacje z Azją trwały do lat 90. Wtedy popularne w Polsce stały się ruchy New Age, Hare Kryszna i joga. Simon i Cegielski przyglądając się im, pokazują ważny rozdział polskiej transformacji, kiedy katolicyzm ścierał się ze wschodnią duchowością.
Najciekawsza część wystawy dotyczy wymiany polsko-indyjskiej toczącej się poza oficjalnym obiegiem. Kuratorzy przepytują przemytników złota, rozmawiają z ulicznymi handlarzami w Indiach i Polakami prowadzącymi India-shopy. Udaje im się pokazać, że Polska była zapatrzona nie tylko na Zachód, ale intensywnie budowała związki z Azją.
Wystawę „Sklep polsko-indyjski” można oglądać w Muzeum Sztuki Nowoczesnej (ul. Pańska 3) do 10 września.

_________________
Nie jedz na czczo (grafitti)


21 Cze 2017, 23:42
Profil

Rejestracja: 31 Paź 2008, 20:03
Posty: 704
Post Re: Gazeta Wyborcza
++


29 Cze 2017, 18:01
Profil

Rejestracja: 17 Lut 2008, 22:06
Posty: 830
Miejscowość: Kraków
Post Re: Gazeta Wyborcza
„GAZETA WTBORCZA” – „CO JEST GRANE” (wersja online) 30 V 2017

Znamy kolejnych wykonawców, którzy wystąpią na 23. Przystanku Woodstock


rok
Tegoroczna edycja Woodstocku odbędzie się w dniach 3-5 sierpnia 2017 roku w Kostrzynie nad Odrą. Poznaliśmy program trzeciego dnia koncertów na Scenie Viva Kultura w Pokojowej Wiosce Kryszny oraz kolejnego gościa Akademii Sztuk Pięknych.
Przystanek Woodstock to największy w Polsce i jeden z największych w Europie festiwali muzycznych. Swoim programem przyciąga nie tylko wielbicieli muzyki, ale i tych, którzy festiwal traktują jak coroczne wakacje.

Akademia Sztuk Pięknych na Woodstocku
W tym roku jednym z gości Akademii Sztuk Pięknych będzie Przemysław Kossakowski, który z Woodstockowiczami spotka się 5 sierpnia o godzinie 10:00 w Dużym Namiocie Akademii Sztuk Pięknych. Kossakowski to zwolennik kontaktu bezpośredniego i pracy w terenie. Pojawia się tam gdzie trzeba porozmawiać z ludźmi, którzy patrzą na rzeczywistość w sposób odmienny od ogólnie przyjętego.
Przemysław Kossakowski jest wielbicielem malarstwa flamandzkiego, boksu, baletu i polskiego hip hopu. W chwilach wolnych zajmuje się grafiką i rysunkiem. Współtworzył w TTV cykl programów zajmujących się medycyną niekonwencjonalną - "Kossakowski. Szósty zmysł".

Pokojowa Wioska Kryszny
Organizatorzy ujawnili też program trzeciego dnia festiwalu w Pokojowej Wiosce Kryszny. Jest to miejsce, które stało się stałym i najbarwniejszym elementem Przystanku Woodstock. Jej organizatorem jest Fundacja Viva Kultura, która co roku stara się przybliżyć uczestnikom festiwalu elementy kultury Indii (w postaci warsztatów jogi i medytacji, pokazów tańca, teatru, filozofii i mantr). To właśnie tam można zjeść wegetariańskie i wegańskie jedzenie.
Ideą Pokojowej Wioski Kryszny jest przede wszystkim prezentowanie muzyki. Co roku Scena Viva Kultura - trzecia scena festiwalu - gromadzi wiele znanych i lubianych zespołów z Polski i ze świata. W tym roku Scena Viva Kultura rozpocznie swoją działalność 13 lipca (środa). Tradycyjnie każdego dnia od godziny 13:00 będzie prezentowany program artystyczny, a o godzinie 16:00 wystartują koncerty, które zakończą się po północy.

Rozkład jazdy Sceny Viva Kultura – piątek (4 sierpnia)

16:00 - 16:40 - 747
17:00 - 17:40 - CODE RED
18:00 - 19:00 - CARRION
19:20 - 20:20 - ZACIER
20:40 - 21:40 - SEXBOMBA
22:00 - 23:00 - THE BILL
23:20 - 00:30 - KONIEC ŚWIATA

Co jeszcze na Woodstocku?
Przystanek Woodstock w tym roku odbędzie się w terminie 3-5 sierpnia w Kostrzynie nad Odrą. Na 4 scenach zaprezentuje się kilkudziesięciu wykonawców z Polski i ze świata. Wystąpią m.in. Archive, Kyle Gass Band, Nothing But Thieves, Michał Urbaniak & Urbanator, Slaves, Łąki Łan, LemON oraz Wojciech Mazolewski Quintet.
Woodstock to nie tylko muzyka. W ramach Akademii Sztuk Przepięknych odbędą się spotkania z wybitnymi osobistościami świata kultury, polityki i sportu. Z Woodstockowiczami spotkają się m.in. Robert Biedroń, Maciej Orłoś, Gen. Mirosław Różański i Przemysław Kossakowski. Uczestnicy Festiwalu będą także mogli brać udział w różnych formach warsztatów artystycznych oraz angażować się w szereg inicjatyw społecznych i obywatelskich.
Organizatorem imprezy jest Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która w ten sposób pragnie podziękować polskiej młodzieży za jej zaangażowanie w zimowy Finał WOŚP. Koncerty są niebiletowane.

_________________
Nie jedz na czczo (grafitti)


10 Lip 2017, 23:18
Profil

Rejestracja: 17 Lut 2008, 22:06
Posty: 830
Miejscowość: Kraków
Post Re: Gazeta Wyborcza
„GAZETA WYBORCZA” (Gorzów Wielkopolski) nr 174 (9086) 28 VII 2017

Kamil Siałkowski
Jak PiS chce zniszczyć Woodstock

Przyznanie Przystankowi Woodstock statusu imprezy masowej o podwyższonym ryzyku to nic innego, jak złośliwa forma represji. Tu nie chodzi o ryzyko i bezpieczeństwo. Chodzi o to, by Owsiak się poddał.
Plan jest prosty: za wszelką cenę i wszelkimi sposobami zdyskredytować nie tylko samego Jurka Owsiaka, ale też i Fundację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. O tym, że impreza w Kostrzynie nad Odrą to „dzieło szatana” publicyści narodowej i skrajnej prawicy piszą już od lat. Jeden na wiele lat przypadek śmierci na polu woodstockowym (z przyczyn naturalnych) daje im podstawy, by twierdzić na przykład, że Woodstock jest „najgorzej chronioną imprezą”. Co jest oczywistą nieprawdą.
Fala insynuacji i niedomówień trafiła w końcu na podatny grunt u obecnej władzy. W antywoodstockową narrację dziarsko włączył się Mariusz Błaszczak, minister spraw wewnętrznych i administracji. Człowiek, który ani razu na Woodstocku nie był...

„Jak to się robi w Kostrzynie”
Podległa Błaszczakowi policja wydała negatywną opinię dotyczącą bezpieczeństwa podczas festiwalu. A to przełożyło się na uznanie 23. Przystanku Woodstock (zaczyna się 3 sierpnia) za imprezę masową podwyższonego ryzyka. Straszenie uchodźcami czy imigrantami, straszenie potencjalnym zagrożeniem terrorystycznym, które można znaleźć na wstępie opinii gorzowskiej policji, wpisuje się w retorykę rządu PiS.
Odnoszę wrażenie, że policja wydała ją nie na podstawie doświadczenia i wiedzy, a pod polityczne dyktando. Organizacja imprezy i bezpieczna zabawa blisko półmilionowej grupy ludzi wielokrotnie była bowiem przez tę samą policję stawiana za wzór. Na Woodstocku pojawiały się delegacje z innych garnizonów, by zobaczyć „jak to się robi w Kostrzynie”. Współpracy służb i organizatora przyglądali się też przedstawiciele urzędów wojewódzkich z całej Polski. Wszyscy byli pod wrażeniem.
Policjanci, strażacy, straż graniczna i szereg innych formacji od lat traktują Przystanek Woodstock szalenie poważnie. Tylko policja do tej akcji deleguje ponad tysiąc funkcjonariuszy z kilku województw. Robiła to także wtedy, gdy podczas imprezy nie było „podwyższonego ryzyka”. Z uwagi na tłumy uczestników.
Ufam, że działania policjantów pod kątem ewentualnego zagrożenia terrorystycznego, o którym tak szumnie wypowiada się m.in. minister Błaszczak, są prowadzone niezależnie od tego, czy jest to impreza masowa w standardzie czy o podwyższonym ryzyku. Na miejscu pracują policjanci służb kryminalnych. Niezależnie od tego, co się dzieje na miejscu, swoje działania prowadzi przecież ABW. Bo terroryzm nie ma adresu.

Represja, nie prewencja
„Podwyższone ryzyko” daje podstawy do stygmatyzowania Owsiaka i Woodstocku. Uznać to można wręcz za formę represji, a nie prewencji. Żadna z imprez masowych na wolnej przestrzeni odbywających się w tym czy poprzednim roku nie miała takiego statusu.
– Nie widzimy powodu i nie rozumiemy, dlaczego Przystanek Woodstock jako jedyna impreza masowa w Polsce ma status imprezy podwyższonego ryzyka. Co takiego jest w tym konkretnym miejscu i czym ono się różni od wszystkich innych? – pyta Krzysztof Dobies z Fundacji WOŚP.
Odpowiadam: za tą imprezą stoi Jurek Owsiak, który się tej władzy nie kłania. To w niego głównie uderzają politycy. Nie lubią go, bo jednoczy Polaków. A oni głównie dzielą... Realny koszt związany ze zmianą statusu imprezy to kilkaset tysięcy złotych. To uderzenie w organizatora, zwłaszcza dlatego, że dowiaduje się o tym na kilka tygodni przed startem festiwalu. Uznanie Woodstocku za imprezę o podwyższonym ryzyku ociera się też o fanaberię i absurd. – Jesteśmy odpowiedzialnym organizatorem i nie pozwolimy sobie na organizację imprezy niebezpiecznej. Wiemy, co trzeba zrobić, aby tam było bezpiecznie. Mamy wypracowany na bazie wieloletnich doświadczeń model zabezpieczenia, który działa i który od 23 lat ciągle usprawniamy – zaznacza Dobies.
To wszystko funkcjonuje. Bliska współpraca Pokojowego Patrolu ze służbami jest doceniana nie tylko w Polsce. Imprezę chwalą również obecne na Woodstocku profesjonalne służby niemieckie.Tegoroczna rezygnacja ze wsparcia strażaków zza Odry tylko pokazuje, że władzom nie zależy na bezpieczeństwie. Trudno oprzeć się wrażeniu, że chodzi głównie o nakręcanie spirali strachu, o stawianie znaków zapytania... A nie o realne przeciwdziałanie domniemanym niebezpieczeństwom. Status podwyższonego ryzyka przekłada się na zwiększenie sił ochrony. Dwa lata temu, gdy impreza nie miała jeszcze statusu podwyższonego ryzyka, zabezpieczało ją 650 przedstawicieli Pokojowego Patrolu w niebieskich koszulkach. To licencjonowani ochroniarze z szeregiem uprawnień, dodatkowo szkoleni pod kątem Woodstocku. Teraz będzie ich ok. 800.

Płotu dookoła Woodstocku nie będzie, ale...
Ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych została napisana pod bezpieczeństwo na meczach, głównie piłkarskich. Te zapisy nie mają do końca przełożenia na imprezy na otwartej przestrzeni. W tym roku, pierwszy raz w historii, będziemy zatem mieli na Woodstocku cztery „stadiony piłkarskie”.
Nie będzie – jak przed rokiem – kilkunastu kilometrów płotu dookoła całego terenu Przystanku. Ogrodzone zostaną tylko (i aż) tereny czterech imprez masowych – to okolice dużej i małej sceny oraz namiot Akademii Sztuk Przepięknych i scena w Pokojowej Wiosce Kryszny. Dwie z nich – koncerty pod dużą i małą sceną – mają status podwyższonego ryzyka. Teren będzie monitorowany kamerami, bo to wymóg ustawowy. Nie będzie można tam spożywać alkoholu, choć zasada, by nie wchodzić przed scenę z piwem, akurat od lat na tym festiwalu funkcjonuje.

_________________
Nie jedz na czczo (grafitti)


30 Lip 2017, 00:03
Profil

Rejestracja: 17 Lut 2008, 22:06
Posty: 830
Miejscowość: Kraków
Post Re: Gazeta Wyborcza
„GAZETA WYBORCZA” (wersja online) 29 VII 2017

Przystanek Woodstock. "W tej imprezie chodzi o dużo więcej niż dobrą zabawę"

Wyjazd na festiwal muzyczny to dziś znacznie więcej niż trzy dni olśnień artystycznych. Przystanek Woodstock w Kostrzynie nad Odrą zaprasza swoich gości na zajęcia z jogi, warsztaty z fermentacji, zawody biegowe czy turniej piłki nożnej. To będzie święto dla duszy i ciała.
- Na Przystanek Woodstock czekam przez cały rok. Ten festiwal kojarzy mi się z latem, wolnością, świetną muzyką i niesamowitymi ludźmi, których spotykam tam co roku. Razem ze znajomymi szykujemy się właśnie na kolejną edycję, nie możemy się doczekać wyjazdu - mówi 22-letnia Marta, mieszkanka Łodzi, która razem z przyjaciółmi na festiwal organizowany przez Fundację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wybiera się już po raz czwarty.
- Z czym mi się kojarzy przystanek Przystanek Woodstock? - Patryk dłuższą chwilę zastanawia się na odpowiedzią. - Tam nareszcie mogę być sobą - tłumaczy w końcu. 26-latek mieszka w małej miejscowości w Wielkopolsce, na co dzień pracuje jako sprzedawca. Na festiwalu najbardziej lubi kapele, które grają ciężkiego rocka, zawsze przepycha się pod samą scenę, by odtańczyć tam szalone pogo z innymi festiwalowiczami.
Takie obrazki to na Przystanku Woodstock chleb powszedni. Nic dziwnego, jego organizatorzy odwołują się przecież do kultowego festiwalu z 1969 roku, który odbył się w małym miasteczku Woodstock w stanie Nowy Jork. Tańce w deszczu, brodzenie w kałużach, wolna miłość, roztańczone dzieci kwiaty - to najbardziej charakterystyczne obrazki z tamtego wydarzenia, które jako symbol wolności i pokoju na zawsze przeszło już do historii popkultury. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że podobny status na naszym polskim podwórku zyskał Przystanek Woodstock. Warto jednak pamiętać, że oprócz ważnego wymiaru symbolicznego festiwal w Kostrzynie nad Odrą to także świetnie zorganizowane święto muzyki, na które od dwudziestu trzech lat przyjeżdżają młodzi ludzie z całej Polski. W rekordowym 2014 roku w Kostrzynie bawiło się 750 tysięcy osób.

Giętkie ciała
Tłumów należy spodziewać się również w tym roku. Magnesem są gwiazdy, które wystąpią na głównej scenie, m.in. zespoły Archive, House of Pain, Hey, New Model Army czy Slaves. Ale trzydniowa impreza w Kostrzynie odwołuje się nie tylko do zmysłu słuchu jej uczestników. - Kiedy odeśpimy koncerty, które trwają do późnej nocy, zawsze rozglądamy się, co ciekawego na terenie festiwalu można robić w ciągu dnia. W zeszłym roku bardzo podobały mi się wszystkie eko-warsztaty, np. jak z plastikowej torebki zrobić latawiec. Zawsze szukam też możliwości, by trochę się poruszać, poćwiczyć, najchętniej w grupie. Na Woodstocku nie tylko muzyką człowiek żyje! - śmieje się Marta.
W tym roku na pewno nie będzie zawiedziona. Pierwszy raz w historii na usportowionych festiwalowiczów czekają biegi z przeszkodami z cyklu Runmaggedon - na dystansie trzech kilometrów (3, 4 sierpnia) i sześciu kilometrów (5 sierpnia). Będą one polegać na pokonaniu w niełatwych warunkach i jak najszybciej odpowiednio 15 i 30 naturalnych oraz sztucznie ustawionych przeszkód. Nieopodal namiotu ASP rozlokują się capoeirzyści - wyznawcy brazylijskiej sztuki, ni to walki, ni to tańca, po raz siódmy goszczą na Woodstocku. Z kolei w Namiocie Kręcioła TV, każdego dnia festiwalu od godziny 9.00, Natalia Knopek wciągnie wszystkich spragnionych świadomego przebudzenia w świat jogi dynamicznej.
- Wiele osób mówi, że na Woodstocku nie trzeba przejmować się modą. Moim zdaniem to nie do końca prawda. Oczywiście panuje luz, nikt nie biega w szpilkach, nie maluje paznokci w namiocie, ale nie chce mi się wierzyć, że większość nie myśli o tym jak wygląda - opowiada Agnieszka, która do Kostrzyna pojedzie po raz drugi. - Najważniejsze, żeby ubrać się wygodnie i kolorowo, to moja strategia - kwituje Agnieszka.
Osoby, które do swojego stylu mają podobne podejście, w tym roku powinny zajrzeć do Strefy Leszka. Tam każdy chętny będzie mógł pomalować włosy na supermodny w tym sezonie kolor zielony.

Jak zrobić coś z niczego?
To nie koniec atrakcji. W Miasteczku Leszka po raz pierwszy pojawi się Kuźnia Talentów. Będzie to najbardziej kreatywne miejsce na Woodstocku. Każdego dnia będą tam organizowane inspirujące warsztaty. - Może się wydawać, że takie zajęcia są tylko zabawą. Prawda jest inna. Uczestnicząc w nich można podpatrzeć sposoby na ułatwienie sobie biwakowego życia - mówi Patryk. Dlatego na pewno zajrzy on na zajęcia pod hasłem "Użyteczne Narzędzia Woodstockowicza", które odbędą się w czwartek (3 sierpnia). Ich uczestnicy dowiedzą się, jak z niczego stworzyć szykowne nakrycie głowy, krzesło czy nosidełko do piwa. W piątek (4 sierpnia) festiwalowi majsterkowicze nauczą się, jak zmienić rzecz niepotrzebną w niezbędną, a w sobotę (5 sierpnia) będą mogli wziąć udział w warsztatach z malowania.
A jeśli mówimy o jedzeniu, wiadomo, że kulinaria to dzisiaj temat równie ważny jak moda, jeżeli nie ważniejszy. Tradycyjne kiełbaski, zapiekanki czy frytki mogą nie zadowolić coraz bardziej wymagającą różnorodności młodą publiczność. Ale Przystanek Woodstock jest przygotowany na wybredne podniebienia festiwalowiczów. W Pokojowej Wiosce Kryszny czeka na nich talerz gorących wegańskich przysmaków, w gastronomii przy głównej alejce serwowane będą zarówno swojskie pierogi czy żurek, jak i włoskie makarony czy amerykańskie burgery, zaś w gastronomii przy Dużej Scenie pojawią się stoiska wegańskie i wegetariańskie, frytki belgijskie, domowe obiady i słodkie przekąski w rodzaju gofrów i lodów. Dla debiutantów w Kostrzynie mamy też praktyczną poradę, którą dostaliśmy od woodstockowych wyjadaczy: warto zaopatrzyć się w arbuza w festiwalowym supermarkecie, bo nic tak dobrze nie gasi pragnienia w upały! Z gotowych dań polecają zaś "kulki mocy" (słodkie wegetariańskie trufle) od krisznowców i pierogi w barze Gucio.
Pamiętajcie też, że w namiocie Naturalnie Naturalnych będzie można zmierzyć się z fermentacją - modnym kulinarnie tematem, do którego chętnie wracamy w Polsce, mającej ogromne tradycje w kiszeniu, fermentowaniu i, szerzej, przetwarzaniu warzyw, owoców i nabiału. Spróbujcie ukisić coś sami podczas warsztatu "Siej ferment"!

Warto rozmawiać
Od początku istnienia Przystanku Woodstock wiadomo, że ta impreza wiąże się nie tylko z zabawą i muzyką. Kostrzyn to także miejsce ważnych debat i spotkań. Nie inaczej będzie w tej tym roku. Oto, jak tegoroczna edycję festiwalu specjalnie dla nas zapowiada sam Jurek Owsiak: - Przystanek to cztery dni i 826 różnych ciekawych i mądrych wydarzeń - koncertów, spotkań, np. z organizacjami pozarządowymi takimi jak Greenpeace czy Amnesty International. Będą również bardzo ważne hasła: "Stop narkotykom", "Stop przemocy", "Oddaj krew".
To nie koniec ważnych tematów. Na festiwalu działa Akademia Sztuk Przepięknych - forum wszelkiej maści praktyk artystycznych, kulturalnych i intelektualnych. W poprzednich latach w dyskusjach na ASP udział wzięli, m.in. Jerzy Stuhr czy siostra Małgorzata Chmielewska W tym roku polecamy spotkania z udziałem rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara i sędziego Sądu Rejonowego w Katowicach Jarosława Gwizdaka, z którymi o roli prawa w życiu zwykłych obywateli porozmawia Piotr Kraśko.
- Na Woodstocku wiele razy brałam już udział w spotkaniach, które dały mi sporo do myślenia - tłumaczy Agnieszka. - Mam wrażenie, że w tej imprezie chodzi o dużo, dużo więcej niż dobrą zabawę. A ta jest zawsze.

„GAZETA WYBORCZA” (wersja online) 29 VII 2017

Jurek Owsiak: Wcale nie chodzi o bezpieczeństwo festiwalu, ale o to, żeby się w ogóle nie odbył

Angelika Swoboda
Strona polska, reprezentowana przez MSWiA, zrezygnowała z pomocy profesjonalnej straży pożarnej z Niemiec. Czym to wytłumaczyć? Na pewno nie myśleniem o bezpieczeństwie - mówi gorzko Jurek Owsiak.

Jurek, o co tym razem chodzi z Woodstockiem?
- Woodstock został w tym roku uznany za imprezę o podwyższonym ryzyku. Nie zgadzamy się z tym. Bo o ile w zeszłym roku było to uzasadnione wydarzeniami na świecie, to teraz takich przesłanek nie widzę.
Nie słyszałem o żadnym alercie związanym np. z ryzykiem zamachów w Polsce, choć na bieżąco wsłuchuję się w komunikaty wszystkich służb. Uważam więc, że to zwykła złośliwość tylko wobec naszej imprezy. W Szczecinie w tym samym czasie odbywa się zlot żaglowców, są koncerty rockowe, przepiękna, fantastyczna impreza, i ona się z takimi problemami nie boryka.
Jakie to problemy?
- Organizowanie imprezy o podwyższonym ryzyku wiąże się dla nas z dodatkowymi kosztami dosłownie wszystkiego. Musi być więcej ludzi do ochrony, trzeba ich wyżywić, położyć ich spać, zorganizować dodatkowy transport, który przywiezie dodatkowe barierki. Trzeba zorganizować dodatkowy monitoring terenu i tak dalej.
Festiwal jest organizowany z pieniędzy od sponsorów. Musimy pozyskać fundusze, dokładnie też informujemy, w jaki sposób są rozdysponowane. Kroimy festiwal na naszą miarę, mówimy woodstockowiczom: "na to nas stać". Kiedy na dwa tygodnie przed imprezą, zresztą tak samo jak w zeszłym roku, dowiadujemy się, że musimy zatrudnić kolejnych prawie 200 ochroniarzy, to jest to duży kłopot.
Podejrzewam, że niejedyny.
- Od dwóch lat borykamy się też z brakiem kontaktu z wojewodą lubuskim Władysławem Dajczakiem, z którym chętnie byśmy ustalili sprawy organizacyjne. Za to z panią marszałek województwa lubuskiego, Elżbietą Polak, ten kontakt jest doskonały, interesuje się festiwalem, dba, by było bezpiecznie. Czujemy też ogromne napięcie gospodarza Kostrzyna nad Odrą, czyli burmistrza Andrzeja Kunta. Nie tylko miasteczko, ale i jego gabinet są w centrum uwagi. Dostaje mnóstwo telefonów, co tu dużo mówić - to są naciski. Dlatego zaryzykuję, ale wydaje mi się, że wcale nie chodzi o bezpieczeństwo festiwalu, ale - w 65 procentach - o to, żeby się w ogóle nie odbył.
Co tak niektórych uwiera w Woodstocku?
- Nie wiem. To miejsce, do którego przyjeżdżają młodzi ludzie, żeby się pobawić, pobyć ze sobą. Nieprawdziwe są opinie, że to zbiorowisko narkomanów. Czytałem nawet wpisy, że to ja tam tymi narkotykami handluję. I w świat idzie degradowanie roli Woodstocku, który jest nagradzany za granicą jako najlepszy festiwal [dwa lata temu w Los Angeles dostał statuetkę od branży muzycznej za najbardziej kreatywny festiwal na świecie - przyp. red.]. Do tego dochodzą kuriozalne decyzje, które nie mają nic wspólnego z bezpieczeństwem imprezy. Strona polska, reprezentowana przez MSWiA, zrezygnowała z pomocy profesjonalnej straży pożarnej z Niemiec. Czym to wytłumaczyć? Na pewno nie myśleniem o bezpieczeństwie.
Jaka była rola niemieckich służb?
- Dodatkowe niemieckie służby wykonywały świetną robotę. Strażacy, policjanci i ratownicy pomagali naszym służbom w zapewnieniu bezpieczeństwa na festiwalu. Po rezygnacji z pomocy strażaków Brandenburgii - na szczęście zostawiono policję i medyków - wystosował specjalny list do polskiego MSWiA. Zwraca się z uprzejmą prośbą, by ta decyzja została cofnięta. W imię wspólnoty, w imię działań transgranicznych działań polsko-niemieckich, które dobrze byłoby podtrzymać. Coś niebywałego! Tak dużo i tak patetycznie mówi się o tych wzajemnych kontaktach i nagle jedna decyzja urzędnika, czyli komendanta głównego państwowej straży pożarnej, podległego MSWiA, przekreśla coś, co było tworzone od początku Kostrzyna.
Od początku niemieckie służby z nami pracowały i ta współpraca była rewelacyjna. To też pokaz dobrych relacji dla młodych ludzi, zresztą pracują też z nami lekarze i paramedycy z Niemiec oraz niemiecka policja, która jest wręcz nieoceniona. Bo obywatel niemiecki na polski mundur reaguje różnie, a przed niemieckim - od razu na baczność. Już nie tylko Land Brandenburgii, ale przedstawiciel rządu RFN zwrócił się do polskiego rządu, aby cofnięto tę kuriozalną decyzję.
Czy możesz coś jeszcze zrobić, żeby niemieckie służby jednak pomagały przy festiwalu?
- Staramy się odkręcić. Chcielibyśmy, żeby przyjechały na nasze zaproszenie, ale nie jest to możliwe. Tylko polska strona, czyli komendant główny straży, może to zrobić. Koresponduję z nim, coś mi odpowiada, powołując się na jakieś przepisy. 12 lat temu się na nie nie powoływano, rok temu też nie, a teraz nagle tak. Taki argument.
Opowiedz, co ciekawego na Woodstocku w tym roku.
- Cztery dni i 826 różnych ciekawych i mądrych wydarzeń - koncertów, spotkań, np. z organizacjami pozarządowymi takimi jak Greenpeace czy Amnesty International. Będą grupy wyznaniowe, m.in. Przystanek Jezus czy Pokojowa Wioska Kriszny. Będą również bardzo ważne hasła: "Stop narkotykom", "Stop przemocy", "Oddaj krew". Dlaczego się o tym nie mówi, tylko szuka dziury w całym? Po raz kolejny w tym polskim piekle pokazujemy, jak coś fantastycznego można zniweczyć. A to świetny, rodzinny festiwal. Można na nim naładować akumulatory i pokazać innym, że WOŚP potrafi coś takiego zrobić.
A jaki był odzew po twoim ostatnim apelu, że już nie dajesz rady?
- Mamy negatywną karmę z MSWiA, ale przekuwamy te problemy na sukces. Bo to zamieszanie poruszyło i zachęciło do aktywności wielu ludzi. Pytają, co takiego złego jest w tym festiwalu, skoro oni przyjeżdżają na niego z dziećmi i się nie boją. Setki ludzi do mnie mailują. Pytają przez stronę internetową festiwalu, jak mogą sfinansować dodatkowych ochroniarzy. W jeden dzień wpłynęło dodatkowe półtora tysiąca złotych. A dzisiaj na naszym koncie jest już blisko 20 tysięcy! Wszystkie te pieniądze pomogą nam sfinansować dodatkową ochronę, której wycena na dziś to ponad 300 tysięcy złotych.
Piszą także przedstawiciele różnych grup wyznaniowych, do których zwróciłem się w moim apelu, czy nie wzięliby festiwalu pod swoje skrzydła. Właściwie odezwały się do nas wszystkie ważne grupy wyznaniowe, jakie w Polsce funkcjonują. Napisał na przykład mnich buddyjski, który prowadzi zalegalizowaną grupę wyznaniową w Szczecinie. To znaczy, że od maluczkich po dużych ludzie chcą w naszym festiwalu uczestniczyć.
Jesteś zaskoczony?
- Była to dla mnie duża niespodzianka. Może za rok zrobimy jeszcze większy festiwal Coexist. Bono miał na przykład opaskę, na której widniał znak łączący różne symbole religijne. Może to jakiś pomysł w tym dzisiejszym rozchwianym świecie? Może stworzymy taki festiwal dzięki retoryce szefa MSWiA? I znowu nam będzie świat zazdrościł, gdy pokażemy, że ludzie spod różnych filozofii i grup wyznaniowych mogą być razem? Może będziemy dla innych impulsem?
Czuję, że się nie poddasz.
- Mówią, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Ale jesteśmy zdroworozsądkowi, nie jesteśmy grupą oszołomów, którzy za wszelką cenę chcą pokazać, że ich na wierzchu. Dlatego już 3 sierpnia o godzinie 15.10 Roman Polański tradycyjnie odgwiżdże początek festiwalu, a potem ruszy trzydniowa kawalkada muzyki, spotkań i wzajemnie pozytywnych relacji dla wszystkich, którzy do nas przyjadą.

Jurek Owsiak. Dziennikarz radiowy i telewizyjny, showman, działacz społeczny. W marcu 1993 roku założył Fundację Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, której coroczny finał jest jedną z największych akcji charytatywnych w Europie. Z kolei wymyślony przez niego Przystanek Woodstock jest największym w Europie festiwalem pod gołym niebem. Honorowy obywatel miasta stołecznego Warszawy. Jego żona jest w zarządzie Fundacji WOŚP, mają dwie córki.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.

_________________
Nie jedz na czczo (grafitti)


30 Lip 2017, 22:58
Profil
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Odpowiedz   [ 101 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1 ... 7, 8, 9, 10, 11  Następna

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by STSoftware for PTF.