Zobacz posty bez odpowiedzi | Zobacz aktywne tematy Obecny czas: 25 Lis 2017, 00:12



Odpowiedz  [ 107 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5 ... 11  Następna
 Prasa lokalna i mało znana o nas 
Autor Wiadomość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Lis 2006, 18:43
Posty: 4551
Miejscowość: Kraków
Post Prasa lokalna i mało znana o nas
„ABC” nr18, 20.01.2005
Pięć tysięcy posiłków

Znani z charytatywnej działalno?ci czciciele Kryszny z minionym roku wydali pięć tysięcy darmowych posiłków wegetariańskich. W każd? ?rodę o godz. 15.30 można ich spotkać przy ul. Zielonej w Lesznie. Niemożliwym byłoby jednak, aby tak? działalno?ć prowadzić bez społecznego wsparcia.

Z darów i zn. dotacji oraz prowadzonych kwest leszczyńscy członkowie ruchu Hare Kryszna uzyskali w minionym roku 3700 zł, z czego 2500 zł przeznaczono na zakup artykułów spożywczych potrzebnych do przygotowywania wegeteriańskiego kitri i pieczywa z razowej m?ki. W darze otrzymali także warzywa, artykuły żywno?ciowe oraz tacki i sztućce jednorazowego użytku o warto?ci 5000 zł.
Prócz wydawania posiłków w ramach akcji "Pożywienie życia", członkowie leszczyńskiego oddziału Międzynarodowego Towarzystwa ?wiadomo?ci Kryszny w Polsce przygotowali 80 paczek ?wi?tecznych z owocami i słodyczami dla dzieci z O?rodka Rehabilitacyjno-Wychowawczego w Lesznie i Specjalnego O?rodka Szkolno-Wychowawczego w Rydzynie. Podobna działalno?ć prowadzona będzie również w 2005 roku.
Osoby zainteresowane kultur? wedyjsk? będ? mile widziane na pi?tkowych spotkaniach. W ich programie prócz filozoficznych dyskusji, można poddać się medytacji, posłuchać charakterystycznej muzyki, a także spróbować wegetariańskich potraw. Telefon kontaktowy 526-84-77. (JAC)


14 Lut 2007, 16:33
Profil WWW
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Lis 2006, 18:43
Posty: 4551
Miejscowość: Kraków
Post 
„BYLE DO PIˇTKU” nr 5 IX 2005

Przystanek WOODSTOCK

5 i 6 sierpnia w Kostrzynie nad Odr? już po raz jedenasty odbył się największy rockowy festiwal w Europie - Przystanek Woodstock. Miałam wielkie szczę?cie uczestniczyć w tym niezwykłym wydarzeniu i poznać niesamowity klimat jaki tam panuje.
Do Kostrzyna przyjechałam ze swoj? "paczk?" dwa dni przed rozpoczęciem festiwalu, czyli w ?rode. Przed wjazdem na pole namiotowe serdecznie przywitał nas Pokojowy Patrol i na szczę?cie pozwolił nam wjechać samochodem, choć miejsca na rozbicie namiotów było coraz mniej...
Po znalezieniu odpowiedniego miejsca na nasz namiot (na prosto sceny), udali?my się do Wioski Piwnej, gdzie przy niewielkiej scenie odbywała się rockoteka. Już wtedy można było odczuć pozytywn? atmosferę. Ludzie byli nastawieni do siebie przyjaĽnie, każdy był traktowany jak członek rodziny. Niestety, na rockotece długo nie zabawili?my, bo po 12 godzinach jazdy samochodem byli?my naprawdę zmęczeni.
Następnego dnia zaraz po przebudzeniu poszli?my na ?niadanko. PóĽniej zwiedzali?my Pokojow? Wioskę Kriszny, gdzie można było ogl?dać występy krisznowców, dowiedzieć się czego? o ich religii oraz nauczyć się jogi i medytacji, a także skosztować ich tradycyjnego jedzenia. Atmosfera i ludzie z wioski byli bardzo fajni, ale czasem mnie denerwowali jak rano, gdy jeszcze spałam przechodzili przez pole namiotowe i ?piewali swoj? znan? mantrę "Hare Kryszna, Kryszna, Kryszna, Hare, Hare..." Ale dało się to przeżyć :) W czwartek wieczorem na ogromnych telebimach wy?wietlany był "Najgło?niejszy film Polski", który pokazywał prawie cał? historię Woodstocku. Ludzie zgromadzili się pod scen?, tańczyli i ?piewali kawałki piosenek, które przewijały się w filmie miedzy wypowiedziami artystów i publiczno?ci na temat festiwalu. Po "seansie filmowym" wszyscy byli wyluzowani i zaczynali my?leć o tym co będzie się działo następnego dnia, gdy rozpoczn? się koncerty.
W pi?tek wszyscy z niecierpliwo?ci? oczekiwali na godzin? 15.00, kiedy Jurek Owsiak wyjdzie na scenę i oficjalnie otworzy Przystanek. Kilka minut po 15 Jurek wyszedł na scenę, wygłosił krótkie przemówienie na temat "b?bli", czyli delikatnie mówi?c przeciwników Woodstocku. Koncerty rozpocz?ł zespół Pogodno, który rozruszał publiczno?ć piosenk? "Orkiestra". Potem wyst?piło kilka zespołów z Niemiec, Mołdawii i Hiszpanii, ale na tych koncertach niestety mnie nie było... w międzyczasie udało mi się wyl?dować w błocie, co w ogóle nie było ?mieszne i co miało swoje konsekwencje, ale o tym póĽniej. Na koncerty wróciłam ok. 22.00, gdy zdołałam zmyć z siebie i wszystkich ubrań masę błota (w zimnej wodzie, oczywi?cie...). Wtedy występował stary punkowy zespół - Moskwa, a następnie KSU. Około północy odbył się koncert Die Toten Hosen, ale w zwi?zku z błotn? k?piel? musiałam z niego zrezygnować, gdyż dostałam gor?czki... tak więc leżałam przed namiotem ze swoim "strażnikiem", który pilnował co by mi się nic nie stało i zmusił mnie do zażycia aspiryny. Koncert Die Toten Hosen ogl?dałam na telebimach. Występ był udany, ale zespół został wygwizdany, gdyż zdenerwowany Owsiak poinformował iż technicy zespołu tak podpięli kable, że transmisję koncertu można było ogl?dać tylko w Niemczech a nie w Polsce. No cóż... ten zespół już chyba nie wyst?pi na Woodstocku, pomimo, że w tym roku występował po raz drugi i muzycy sami się zgłosili. Po die Toten Hosen wyst?pił polski zespół - Lao Che, ale na ich koncercie spałam już grzecznie w namiocie i pozwalałam działać aspirynie, żeby następnego dnia postawiła mnie na nogi, gdyż wszystko wskazywało na to, że wyst?pi że wyst?pi najlepszy (według mnie) polski rockowy zespół - Hey. Liczyłam na to, że zdobędzie Złotego B?czka - nagrodę za najlepszy występ zeszłego roku.
Lekarstwo zadziałało i pomimo bólu gardła i kataru funkcjonowałam normalnie. Była sobota - ostatni dzień festiwalu. Pod scen? znalazłam się dopiero około 20.00, gdy występował zespół Carrantuohill, graj?cy irlandzk? muzykę. Udało się im rozruszać publiczno?ć, która skakała, tańczyła i pogowała w rytmie tej nietypowej muzyki.
Po nich wyst?pił Krzysztof "Jary" Jaryczewski, były wokalista Oddziału Zamkniętego, który ?piewał solowe piosenki oraz stare przeboje Oddziału, co publiczno?ci podobało się o wiele bardziej i razem z nim ?piewała "Party", "ObudĽ się" czy "Andzię". Następnie wyst?pił Niemiecki zespół Beasteaks, orkiestra "Kostrinella" z chórem, Without End z USA i około pierwszej w nocy pojawił się zespół Raz Dwa Trzy. Nie ukrywam, ze bardzo czekałam na ten koncert, ale byłam bardzo rozczarowana. Usypiałam na stoj?co pod scen?. Być może było to spowodowane tym, ze muzyka, któr? gra ten zespół jest spokojna i nastrojowa. Pogować się nie dało, godzina była póĽna i ludzie zasypiali. I gdyby nie to, że po ich koncercie miał wyst?pić laureat Złotego B?czka, to poszłabym do namiotu, ale miałam dobre miejsce, blisko sceny i wolałam przecierpieć. I opłacało się! Plebiscyt wygrał Hey, który dał bardzo udany, choć nieco krótki koncert. Publiczno?ć znowu zaczęła tańczyć, ?piewać, skakać, pogować. Wszystko już było na plus. Kasia Nosowska (dla niewtajemniczonych -wokalistka Hey'a) była naprawdę wzruszona i z trudem powstrzymywała się od łez. Publiczno?ć ?piewała z ni? wszystkie piosenki, zarówno te znane jak i mniej popularne. Przystanek Wooodstocko zakończyła piosenka "Moja i twoja nadzieja" z ich repertuaru. Na scenie tradycyjnie pokazał się cały Pokojowy Patrol, który dzielnie pilnował porz?dku przez wszystkie dni, oraz wszyscy ludzie dzięki którym przystanek się odbył.
Pomimo wszystkich złych rzeczy jakie słyszy się o Przystanku naprawdę warto tam pojechać. Na Woodstocku można np. nauczyć się pierwszej pomocy, w specjalnych namiotach dowiedzieć się o konsekwencjach brania narkotyków, rozdawano ksi?żki i ulotki dotycz?ce antykoncepcji. Prezerwatywy rozdawano za darmo, także rodzice nie musieli się o nic martwić :). Wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Każdy może czuć się bezpiecznie dzięki Pokojowemu Patrolowi i pieskowi, który szukał narkotyków.
O Woodstocku mogłabym pisać w nieskończono?ć, ale my?lę, że jedynym sposobem przekonania się o wyj?tkowo?ci tego festiwalu jest sprawdzenie wszystkiego na własnej skórze. Na pewno każdy znajdzie tam co? dla siebie. Niezależnie od pogl?dów czy upodobań muzycznych.

L.

[ gazetka szkolna ZS w Proszowicach]


14 Lut 2007, 16:35
Profil WWW
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Lis 2006, 18:43
Posty: 4551
Miejscowość: Kraków
Post 
"GAZETA PLESZEWSKA” nr po 31VII- przed 5 VII 2005

Pleszew jedzie na Woodstock
W Pleszewie, gdy wyjdziesz na ulicę w czerwonych trampkach, ogl?daj? się za tob? wszyscy tak zwani szanowani obywatele. Na Woodstocku najdziwniej ubrani ludzie i wyprowadzany na smyczy kurczak nie budz? żadnej sensacji - opowiada Przemek Kubiak, jeden z fanów festiwalu.
Polski Woodstock tym razem nie odbędzie się w słynnych Żarach. W tym roku miło?nicy muzyki spotkaj? się w najbliższy weekend w Kostrzynie. I tym razem nie zawiedzie pleszewska ekipa w składzie: Paweł Banaszyński, Daniel Dera (“Danny”), Michał Banaszyński, Ka?ka, Sławek Dera, Mateusz Bierła, Marek Miaskowski, Dominika Mitman, Magda Nowaczyk, “Parasol”, Magda Miaskowska, Paulina Rajs, Jola Nowak, “Płetwa”. I pewnie jeszcze paru innych młodych ludzi, bo - jak mówi? D. Mitman i P. Banaszyński, co roku do ich zgranej paczki “podł?cza” się kto? nowy. - W grupie raĽniej - dodaj? zgodnie. O pomysłodawcy imprezy, Jurku Owsiaku, wyrażaj? się pozytywnie. - Fajny go?ć, wali prosto z mostu. Mówi rzeczy, o których musi milczeć przed kamerami - mówi P. Banaszyński.

Tylko piwo
W przekonaniu osób niechętnych Woodstockowi, uczestnicy muzycznego ?więta organizuj? libacje i zachowuj? się w sposób niestosowny. Jak zarzekaj? się jednak pleszewscy miło?nicy muzyki, podczas dwudniowego maratonu rockowo - punkowego, ludzie po prostu dobrze się bawi?. Dominika Mitman wspomina, że ostatnio była nawet para z malutkim dzieckiem.
- Je?li chodzi o higienę, s? krany z zimn? wod? i polowe prysznice - mówi Magda Nowaczyk. - Za 3 zł można kupić dobre jedzenie na stoiskach wyznawców Hare Kriszna, którzy poza tym organizuj? pokazy makijażu oraz przedstawienia. Wody z kranu nie warto próbować. Co do mocniejszych napojów, dostępne jest tylko piwo, i to za okazaniem dowodu. Nie można też mówić o powszechnej dostępno?ci narkotyków, choć je?li kto? chce, zawsze znajdzie do nich dostęp.

Nie ma zadymiarzy
W zasadzie, największy koszt to dojazd. Opłaca się kupić bilet w obie strony, by unikn?ć w drodze powrotnej tłoku przy kasie. Niektórzy z uczestników, jak “Hippis”, przyjeżdżaj? parę dni wcze?niej i wyjeżdżaj? parę dni po zakończeniu Woodstocku. Dotrzeć nie jest trudno. PKP organizuje specjalne poci?gi, które docieraj? na samo pole. Dzięki oznaczeniom i wskazówkom pokojowego patrolu nie sposób się zgubić. Wolontariusze z patrolu dbaj? ponadto o bezpieczeństwo. - Nie ma zadymiarzy - deklaruj? pleszewscy fani Woodstock - Czasem skini zapowiadaj? przybycie, ale nie maj? odwagi wszczynać awantur.
Festiwal jest okazj? do poznania osób o podobnych gustach muzycznych i podej?ciu do życia, kupienia płyt niedostępnych nigdzie indziej. Obok znanych zespołów graj? te, które licz? na wybicie się. Ale nawet “gwiazdy” daj? koncert za zwrot kosztów podróży.
Małgorzata Kucharska - Gazeta Poznańska


14 Lut 2007, 16:43
Profil WWW

Rejestracja: 17 Lut 2008, 22:06
Posty: 839
Miejscowość: Kraków
Post 
„EXPRESS BYDGOSKI” 4 I 2008

Tadeusz Oszubski
Politycy oko w oko z religią

Wolność wyznania jest jednym z dobrodziejstw demokracji, ale też coraz częstszym problemem dla polityków. Z powodów religijnych w szczególnej sytuacji znalazły się ostatnio władze Wielkiej Brytanii i USA.
Kłopot o religijnym podłożu przytrafił się brytyjskiemu parlamentowi. Deputowani do Izby Gmin musięli zająć się sprawą świętokradztwa. Jeden z posłów pod koniec grudnia 2007 roku przedstawił tam skargę złożoną mu przez wyborców z jego okręgu. Sprawę ma wyjaśnić, z racji kompetencji, brytyjski minister rolnictwa.
Problem dotyczy 13-letniej krowy o imieniu Gangotri, która wiodła spokojny żywot w hinduistycznej świątyni kultu Hare Kriszna mieszczącej się w Watford pod Londynem. Krowa jest, według założeń hinduistycznych, zwierzęciem świętym i nie wolno jej krzywdzić, a tym bardziej zabić.

Co z tą krową?
Świątynia w Watford prowadzi przytułek dla starych krów, które przebywają tam aż do naturalnej śmierci. Jednak Królewskie Towarzystwo na rzecz Zapobiegania Okrucieństwu wobec Zwierząt fakty dotyczące religijnego znaczenia krów podobno zignorowało. Towarzystwo otrzymało informację o złym stanie krowy Gangotri i podjęło interwencję. Kapłani i kongregacja Hare Kriszna twierdzą, że jeden z weterynarzy towarzystwa, którzy przybyli do świątyni w eskorcie policji, podstępnie uśmiercił Gangotri. Według kapłanów, w tym samym czasie dwaj inni weterynarze prowadzili z nimi rozmowę w sprawie leczenia zwierzęcia. Sprawa nabrała rozgłosu, bo kapłani kultu Hare Kriszna twierdzą, że uśpienie krowy to świętokradztwo, które zaogni stosunki władz brytyjskich z całą społecznością hinduistyczną na wyspach. Z kolei Królewskie Towarzystwo na rzecz Zapobiegania Okrucieństwu wobec Zwierząt tłumaczy, że jego przedstawiciele kierowali się wyłącznie względami humanitarnymi, bo nie mogli porozumieć się z kapłanami w sprawie szczegółów leczenia zwierzęcia. Sprawa jest w toku i wkrótce ma znaleźć rozwiązanie.
Pod ścianą znalazła się też administracja prezydenta George’a W. Busha. Nie było innego wyjścia, więc urzędnicy musięli wyrazić oficjalną zgodę na umieszczanie symboli wicca na grobach usytuowanych na cmentarzu wojskowym Arlington w Waszyngtonie.
- Wiccanizm, nawiązującą do dawnej pogańskiej tradycji religię, praktykuje coraz więcej amerykańskich żołnierzy - wyjaśniał decyzję Pentagonu płk James Whitelow, rzecznik prasowy amerykańskiej armii. - Według danych za 2007 rok, w armii Stanów Zjednoczonych służy ok. 1,8 tysiąca wiccan. Niektórzy z wyznawców tej religii oddali życie za swój kraj i spoczywają dziś na cmentarzu Arlington. Zajmujące się tymi sprawami ministerstwo ds. weteranów dopuszczało dotychczas umieszczanie na grobach żołnierzy symboli religijnych 38 wyznań, nawet kościoła satanistycznego LaVey’a, jednak nie wiccan.
Zakaz umieszczania symboli wicca na żołnierskich grobach był wynikiem osobistego zaangażowania się w tę sprawę prezydenta Busha. Jeszcze w 1999 roku w czasie swej pierwszej kampanii prezydenckiej oświadczył on w wywiadzie telewizyjnym, że wicca, jak to Bush ujął, „to czarodziejstwo”, nie jest religią i dlatego też nie należy pozwalać, aby praktykowano takie obrządki w bazie wojskowej Fort Hood w Teksasie. W tym czasie Bush był gubernatorem stanu Terksas. Gdy George W. Bush został prezydentem, na te właśnie jego słowa powoływali się urzędnicy ministerstwa ds. weteranów, gdy pojawiała się kwestia umieszczenia na grobie zmarłego żołnierza symbolu wicca.

Gwiazda na nagrobkach
Teraz sprawa uległa radykalnej zmianie. Wizerunki pięcioramiennej gwiazdy wpisanej w okrąg, symbol wicca, można już umieszczać na nagrobkach poległych - tak zadecydowało ministerstwo ds. weteranów. Wpłynął na to nie tylko wzrost liczby wyznawców w całym kraju, ale też złożenie przez wiele rodzin poległych wyznawców wicca pozwów sądowych przeciw rządowi. Niektóre z tych procesów wiccanie wygrali, inne są w toku. W sprawie tej zajęły też stanowisko organizacje zajmujące się walką z dyskryminacją religijną.
Prawo do wyznawania rozmaitych religii to jedna z wolności, które zapewnia demokracja. Dobrodziejstwo to stanowi jednak coraz częstszy problem dla polityków państw wyrosłych w chrześcijańskim kręgu kulturowym.

_________________
Nie jedz na czczo (grafitti)


19 Lut 2008, 23:57
Profil

Rejestracja: 17 Lut 2008, 22:06
Posty: 839
Miejscowość: Kraków
Post 
„ ТВОЙ ДЕНЬ” нр 51 (444) 29 II 2008

"Кришна не пройдет!"

Движение "Местные" выступает против создания "вербовочного пункта" кришнаитов на севере столицы
Акцию протеста против строительства в районе Молжаниново (северный округ Москвы) религиозного центра под названием "Храм кришнаитов" проведет молодежное движение "Местные", сообщает "Интерфакс".
Движение "Местные", поддерживая инициативу местных жителей, выступает против появления в Московской области очередного вербовочного пункта сектантов. Участники акции собираются совместно с представителями Русской православной церкви провести крестный ход на месте будущего строительства, дабы воздвигнуть духовную преграду грядущим сборищам сектантов.
В пресс-службе движения также заявили, что расценивают кришнаитов как сектантов, и называют "вещи своими именами".


„Kryszna nie przejdzie! ”

Ruch „Miejscowi” występuje przeciw tworzeniu „punktu werbunkowego” krysznaitów na północy stolicy.
Jak donosi [agencja] Interfax, młodzieżowy ruch ‘Miejscowi” prowadzi akcję protestu przeciwko budowie w dzielnicy Mołżannowo (północne obrzeża Moskwy) centrum religijnego pod nazwą „Świątynia Krysznaitów”. Ruch „Miejscowi” wspiera inicjatywę tamtejszych mieszkańców, występujących przeciwko pojawieniu się w okręgu moskiewskim kolejnego punktu werbunkowego sekciarzy. Uczestnicy akcji zebrawszy się razem z przedstawicielami Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej przeprowadzili procesję na miejsce przyszłej budowy, żeby wznieść duchową przegrodę przeciw przyszłemu zbiorowisku sekciarzy.
W materiałach dla prasy ruchu także oznajmili, że uznają krysznaitów za sekciarzy i nazywają „rzeczy po imieniu”.

_________________
Nie jedz na czczo (grafitti)


22 Mar 2008, 23:11
Profil

Rejestracja: 17 Lut 2008, 22:06
Posty: 839
Miejscowość: Kraków
Post 
„PŁOŃSZCZAK” nr 43 (718) 5 XI 2008

Promocja książki ks. Jarosława Cichockiego
CO TO JEST HARE KRISZNA ?

„Hare Kriszna a chrześcijaństwo” jest książką opowiadającą o ruchu wyznawców hinduskiego boga Kriszny z punktu widzenia katolickiego księdza. Spotkanie z jej autorem, ks. Jarosławem Cichockim odbyło się w środę, 29 października, w płońskiej Galerii "P"
Książka ks. Jarosława Cichockiego „Hare Kriszna a chrześcijaństwo” jest kontynuacją jego pracy magisterskiej (obronionej w płockim Seminarium Duchownym), poszerzoną o refleksje i własne przemyślenia oraz doświadczenie zdobyte w duszpasterstwie.
- Fajnie jest wymyślić sobie taki temat, na którym się nikt nie zna - na spotkaniu promującym książkę żartował ks. Cichocki. Do jej wydania namówił księdza Ireneusz Kamiński, dyrektor toruńskiego Centrum Informacji o Sektach i Ruchach Religijnych. Jak twierdzi autor, notabene od niedawna wikariusz parafii św. Maksymiliana Kolbe w Płońsku, książka nie jest porównaniem chrześcijaństwa z nurtem religijnym, jakim jest Hare Kriszna. Oba wyznania nie mają ze sobą wielu cech wspólnych. Jest raczej ukazaniem działalności nurtu z punktu widzenia katolickiego księdza i w ogóle człowieka.
Podczas spotkania promującego książkę, ks. Jarosław Cichocki wspomniał o handlu narkotykami, który jest jednym z zarzutów w odniesieniu do krisznaitów oraz do podstępnych metod działania mających na celu werbunek nowych wyznawców.
- Mój stosunek do wszystkich religii jest z kwestii takiej ludzkiej pozytywny, ale jeśli grupa ma charakter wręcz destrukcyjny, jeśli kogoś coś niszczy, to należy o tym pisać - mówił wikariusz. Najbardziej podatne na wpływ nurtu Hare Kriszna jest środowisko studenckie, dlatego książka ks. Jarosława Cichockiego skierowana jest do studentów i osób dorosłych, które zetknęły się z tym ruchem lub chciałyby poznać charakter jego działalności. Działalności często - według autora książki - dla człowieka destrukcyjnej.

Anna Piórkowska

_________________
Nie jedz na czczo (grafitti)


16 Gru 2008, 20:42
Profil

Rejestracja: 17 Lut 2008, 22:06
Posty: 839
Miejscowość: Kraków
Post 
Czasopismo wychodzi tylko w necie, ale kiedyś było normalne, papierowe, więc chyba się nadaje:

„LAMAgazine” 25 XII 2008

Co Polacy innych wyznań robią w Boże Narodzenie?

W naszej tradycji Święta Bożego Narodzenia to czas spędzany z rodziną. Biały obrus, dwanaście potraw, kolędy, prezenty pod choinką i pasterka. Jak te kilka grudniowych dni spędzają przedstawiciele innych religii mieszkający w Polsce?
- Celebrowanie urodzin Proroka lub Proroka Jezusa jest zakazane. Tego typu uroczystości są niedawno wymyśloną innowacją, która jest w konflikcie z Prawem Islamskim - tłumaczy Keyt Sumayah. - Zabronione jest również sprzedawanie świątecznych ozdób i choinek traktowanych jako produkty wykorzystywane w zakazanych uroczystościach.
- Muzułmanie wierzą, że Boże Narodzenie obraża Boga i pomniejsza jego status, dlatego traktują święta jak każdy inny dzień w roku - uzupełnia pochodząca z Wrocławia Kasia.
- Spośród moich niepolskich znajomych, kto może, wyjeżdża za granicę do rodzin, które są protestanckiego albo prawosławnego wyznania. Ja 24 grudnia pracuję, a potem wybieram się wraz z córką i siostrami w Islamie na przymusowy odpoczynek - opowiada młoda kobieta.
Przy wigilijnym stole nie zasiądzie w tym roku rodzina pochodzącej z Krakowa Leili:
- Jestem muzułmanką od trzynastu lat, lecz moja wiara nie była zawsze taka mocna jak teraz. Przez pierwsze kilka lat nie zagłębiałam się dokładnie w Islam i można powiedzieć, że "prawie" obchodziliśmy święta. W naszym domu gromadziła się polska rodzina, mieliśmy choinkę, prezenty, wigilię i wszystko co z nią związane - opowiada matka dwóch chłopców. - Odkąd jednak Islam stał się najważniejszą rzeczą w moim życiu, postanowiłam, że nie będę już ubierać domu na czerwono ani kupować prezentów z okazji tych świąt. Oznajmiłam moim synom, że od tego roku Świąt Bożego Narodzenia nie obchodzimy i prezenty będą dostawać 8 grudnia, kiedy wypadają nasze muzułmańskie święta.
Narodzin Jezusa Chrystusa nie zamierzają świętować członkowie ruchu Hare Kriszna. Wyznawców Kriszny w Polsce, łącznie z przyjaciółmi tego ruchu, jest około 12 tysięcy z czego jedna dziesiąta mieszka w świątyniach.
- Obchody świąt są sprawą bardzo indywidualną. Wiele osób ma katolickie rodziny, które świętują, dlatego dla ich przyjemności i z szacunku wiele osób decyduje się przebywać w tym czasie w ich towarzystwie - tłumaczy praktykujący od 16 lat krakowianin Tomek. - W naszym kalendarzu w tym czasie nie wypada żadne inne święto. Ponieważ używamy kalendarza księżycowego czasami zdarza się, że 24 grudnia wypada dzień Ekadasi, co dla praktykujących krysznaitów oznacza post od ziarna, mogą więc nie chcieć podzielić się wtedy opłatkiem. Dla mnie to po prostu kilka dodatkowych dni wolnego, jednak czasami odwiedzam rodzinę. Atmosfera w tym czasie jest taka, że każdy chce w jakiś sposób poświętować.
Katolickiej rodzinie Tomka trudno było zaakceptować duchową przemianę syna:
- Początkowo rodzice mówili, że woleliby, żebym został księdzem. Teraz przywykli, szczególnie, że z czasem święta stały się dla nich sentymentalnym zwyczajem i częścią wieloletniej tradycji - tłumaczy trzydziestoletni wyznawca Hare Kriszna. - Moja żona pochodzi z rodziny katolickiej, ale jej brat, siostra i szwagier są krisznatami, nie odczuwam więc większych nacisków ze strony rodziny.
Kolorowe szopki ani dźwięczne kolędy nie zwracają uwagi Macieja - zagorzałego ateisty :
- Święta spędzam oczywiście z rodziną. Nie uznaję wigilii, łamania się opłatkiem, składania sobie życzeń a tym bardziej śpiewania i słuchania kolęd - opowiada nauczyciel z Łodzi. - Swoją obecnością staram się po prostu sprawić przyjemność rodzinie.
Mama Macieja przywykła do ideologii syna, polubiła nawet jazz, którego zamiast kolęd mężczyzna słucha w wigilijne wieczory.
Rodzice 19-letniego Szymona celebrują święta w obrządku katolickim, mimo że jest on praktykującym buddystą :
- Święta Bożego Narodzenia nie są dla mnie szczególnym czasem, chociaż nie znaczy to, że mam do nich całkowicie obojętny stosunek - komentuje nastolatek. - Dla mnie jako buddysty to parę wolnych dni, więcej czasu mogę poświęcić na spotkania z przyjaciółmi, imprezy, a także na medytację i praktykę.
Rodzice w pełni akceptują religijne przekonania Szymona również w kwestii spędzania świąt:
- Myślę, że nie mają nic przeciwko temu, powiem więcej: cieszą się z tego. Ja sam uczestniczę w tych świętach, pomagając w przygotowaniach do wigilii, sprzątając i robiąc zakupy. Mimo że święta traktuję jak dodatkowy wolny czas, muszę przyznać, iż jest w nich jakiś pierwiastek magii.
Ania Wojnowska
http://e-lama.pl/artykuly/8603/Co-Polac ... arodzenie/

_________________
Nie jedz na czczo (grafitti)


17 Sty 2009, 00:07
Profil

Rejestracja: 17 Lut 2008, 22:06
Posty: 839
Miejscowość: Kraków
Post 
„TYGODNIK WROCŁAWSKI” nr 24 (65) 16 VI 2009

Izabela Biel
Ratha Yatra we Wrocławiu

Wierzyć w Boga można w różny sposób. Odmiennie także oddawać mu cześć. Najważniejsze są jednak duchowe wartości: miłosierdzie, tolerancja, współczucie, dobro. Wartości, o których świat trochę zapomniał. Ważny jest powrót do korzeni – takie założenia przyświecały organizatorom sobotniego Festiwalu Wozów.
W Indiach każdego roku w czerwcu obchodzone są religijne uroczystości. Ich kulminacją jest Ratha Yatra, ceremonia podczas, której Bóstwa Dżaganth opuszczają wnętrze świątyni i umieszczone na specjalnych wozach przewożone są w barwnej procesji po ulicach miasta. – Festiwal Wozów od setek lat organizowany jest w Indiach. Na trzech specjalnie skonstruowanych wozach, nazywanych ruchomymi świątyniami, przewożone są Bóstwa. W Indiach mają trzy wozy dla Kryszny, Baladewy i Subhadry. My jesteśmy przedstawicielami religii monoteistycznej i mamy jeden wóz. – tłumaczy Tomasz Lewandowicz Tiksznarupa das. Wóz został skonstruowany na podobieństwo swojego indyjskiego pierwowzoru. – Odwzorowuje kopuły, które są znajdują się nad świątynią. One pokazują również, gdzie znajdują się bóstwa. – dodaje. Wokoło wozu zgromadzony tłum śpiewał oraz tańczył. Wrocławianie częstowani byli słodkościami oraz wegetariańską kuchnią Indii.
Poza kolorową procesją na wrocławskim rynku można było obejrzeć bogaty program artystyczny: występ grupy muzycznej, pokaz tańca indyjskiego, albo interaktywnego Fusion Kirtan.
Organizatorzy imprezy mają nadzieję, że festiwal na stałe wpisze się w kalendarz wrocławskich wydarzeń kulturalnych i stanie się wydarzeniem o randze ogólnopolskiej.

_________________
Nie jedz na czczo (grafitti)


16 Cze 2009, 23:29
Profil

Rejestracja: 17 Lut 2008, 22:06
Posty: 839
Miejscowość: Kraków
Post 
„GAZETA WROCŁAWSKA” 13 VI 2009

Festiwal Wozów, czyli Kultura Indii na wrocławskim Rynku

Dziś po południu na wrocławskim Rynku będzie można skosztować potraw wegetariańskich.
Będą też pokazy tańca Indyjskiego, pokazy artystyczne. Festiwal Ratha Yatra zwany też Festiwalem Wozów jest wydarzeniem związanym z kulturą i religią Indii. Ma kilkusetletnią tradycję. W związku z wrocławskim festiwalem nasze miasto ma odwiedzić Ambasador Indii

Marcin Rybak



„GAZETA WROCŁAWSKA” 15 VI 2009

Festiwal Wozów na wrocławskim Rynku

W sobotnie popołudnie na wrocławskim Rynku można było poznać tradycje pochodzące z Indii. Wyznawcy Kriszny urządzili Festiwal Wozów.
Zaczął się od przejazdu Rynkiem wozu, na którym umieszczono posągi bóstw.
- Festiwal Wozów ma w Indiach kilkusetletnią tradycję - mówi Tomasz Lewandowicz z Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kriszny. - Co roku w czerwcu przybywają na niego tysiące pielgrzymów. Bóstwa wożone są po ulicach miasta w procesji wiernych.
We Wrocławiu wóz wjechał na Rynek. Tu ustawiono scenę, prezentowano tradycyjną i bardziej nowoczesną hinduską muzykę i tańce. W namiocie obok sceny można było spróbować wegetariańskich potraw.
MAR

_________________
Nie jedz na czczo (grafitti)


16 Cze 2009, 23:34
Profil

Rejestracja: 17 Lut 2008, 22:06
Posty: 839
Miejscowość: Kraków
Post 
„KURIER LUBELSKI” 31 VII 2009

UFO cię nie zabierze

Z Dariuszem Hryciukiem, koordynatorem Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji o pół-mesjaszach i wybrańcach kosmosu, bezwzględności sekt i ludzkiej naiwności rozmawia Ewa Czerwińska.

Wakacje sprzyjają naborowi do grup, które jedni nazywają sektami, inni nowymi ruchami religijnymi. Według doniesień "Rzeczpospolitej" szturm na Polskę szykują scjentolodzy. Mamy się bać w Lublinie?
Najpierw uzgodnijmy: słowo sekta jest niepoprawne politycznie, źle się kojarzy, bo kogoś dyskryminuje. Ja używam określenia - ruchy psychomanipulacyjne, czyli takie, które wykorzystują techniki manipulacyjne wobec innych ludzi. Grupy te stanowią realne zagrożenie, ponieważ oddziaływują destrukcyjnie - psychicznie, fizycznie i materialnie na swoich członków. Raport Cottrella, sporządzony na polecenie Parlamentu Europejskiego, ten fakt potwierdza i wylicza najbardziej aktywne grupy psychomanipulacyjne. W czołówce jest Hare Kriszna i scjentologia. W Lublinie działa Misja Czaitanii, świadkowie Jehowy. Dużo jest mormonów - ci akurat są pokojowo nastawieni i o nich śmiało mogę powiedzieć, że są nowym ruchem religijnym. Czy są już scjentolodzy - nie wiem, ale jeśli dotarli do Polski, to może i do Lublina. Tych grup przybywa, są coraz bardziej widoczne. Mają coraz bardziej absurdalne doktryny. Jedne wykorzystują elementy ufologiczne, inne korzystają z motywów chrześcijańskich, przeinaczając je na własny użytek. Jeszcze inne mieszają różne doktryny z prasłowiańskimi wierzeniami włącznie.
Co to jest scjentologia?
Wymyślił ją w latach 50. ubiegłego wieku pisarz science fiction L. Ron Hubbard. Sam zaczął wierzyć w kosmiczne bzdury, które opisywał w swoich książkach. Doktrynę nazwał dianetyką, później została ona przetworzona - to mieszanka magii, religii azjatyckich, ufologii, psychologii. System technik manipulacyjnych. Scjentologia propaguje rozwój ducha ludzkiego, jedyną drogę do szczęścia, do której klucz ma tylko ona. I tylko ona może uratować świat przed zagładą. Scjentolodzy działają subtelnie. Na przykład wysyłają do polskich bibliotek książki Hubbarda. Działają pod przykrywką pseudopsychologicznych stowarzyszeń terapeutycznych. Wykorzystują słabości człowieka. Łudzą, że potrafią wyprowadzać z traumy, aberracji. Od lat w dużych miastach, takich jak Warszawa, Wrocław, Gdańsk, a także i Lublin, organizują seminaria i wykłady o tym, jak szczęśliwie żyć i zrobić karierę. Prowadzą też w Polsce szkolenia dla pracowników, jak osiągnąć sukces w pracy - np. zwiększać sprzedaż, być odpornym na stres. Scjentologię uważa się za najbardziej niebezpieczną sektę, jaka powstała w Stanach. To organizacja polityczno-biznesowa, elitarna, mająca wpływ na politykę światową. Pozyskuje osoby znane, takie jak gwiazdy kina - "mesjasz" scjentologii Tom Cruise, Dustin Hoffman czy John Travolta, żeby zdobyć wiarygodność. Tak, jak w latach 60. Hare Kriszna pozyskała Beatlesów, dzięki czemu zespół zdobył popularność w USA.
Na czym konkretnie polega destrukcyjny wpływ grup psychomanipulacyjnych na człowieka?
Wiemy o tym na podstawie świadectw tych, którzy byli ich członkami. Zostali zniszczeni, ich życie stało się klęską. Po odejściu z grupy nie potrafili odnaleźć kontaktu z rodziną i odnaleźć się w zawodzie. To efekt zabiegów grupy, mających wpoić w swoich członków jakąś fobię. Ta fobia ma się uaktywnić, kiedy przyjdzie im do głowy, żeby odejść. Świadkowie Jehowy mają swój koniec świata, Armagedon: Jeśli odejdziesz, zginiesz, Bóg Cię potępi. Grupy posługujące się motywem reinkarnacji grożą: Jeśli nas porzucisz, w następnym wcieleniu będziesz zwierzęciem. Organizacji działających przy pomocy strachu jest coraz więcej. Te fobie są irracjonalne, ale głęboko wsączone - ludzie czują się nieszczęśliwi, wykorzystywani, ale strach przed potępieniem jest silniejszy. Ten strach trzyma ich w grupie. Fobie, które wszczepiają grupy pseudoreligijne, wyglądają nawet jak fragmenty żywcem przepisane z bajek, np. ten mówiący o końcu świata, podczas którego przyleci UFO i zabierze tylko wybrańców kosmosu. Grupa Antrovis, działająca w Polsce, również wykorzystuje elementy ufologiczne, aby wszczepić w członkach lęk przed życiem poza grupą. Człowiek jest w stanie przegrać swoje życie ziemskie. Jest wiele technik, przy pomocy których te fobie się wszczepia.
Na przykład jakie?
Choćby wielogodzinne medytacje. Albo kłamliwe relacje o ludziach, którzy odeszli - mówi się: No, proszę, odszedł i miał wypadek albo ciężko zachorował, albo żona mu umarła. Jeśli taką plotkę puści przywódca sekty, nikt nawet nie będzie tego sprawdzał, bo to dla członków grupy prawda absolutna. Lider jest traktowany jak pół-mesjasz, pół- bóg. Często otacza się nimbem uzdrowiciela, czytającego w myślach, więc ludzie się go boją, bo może rzucić jakiś czar. Albo spowodować chorobę. Na pewno jest dobrym psychologiem, potrafi znaleźć i wykorzystać to, czego człowiek boi się najbardziej.
Na przykład guru z sekty Niebo w Majdanie Kozłowieckim.
Tacy jak on to silne, bez-względne osobowości. Motywem ich działania są pieniądze. Nie tak dawno spotkałem się ze sprawą mieszkanki okolic Lublina. Matka dwóch córek, ponad czterdzieści lat, bezrobotna. Znalazła ulotkę Amwaya i uwierzyła, że osiągnie sukces. Kupowała produkty, bardzo drogie, za własne pieniądze, potem próbowała je sprzedać. Wpadła w pętlę zadłużenia. Porzuciła rodzinę, wyjechała na Białoruś wierząc, że tam dopiero jej się uda. Zadzwoniła do mnie jej córka, przestraszona, chciała jakoś matkę ratować. Do niedawna uważało się, że to młodzież jest najbardziej narażona. Do naszego centrum docierają jednak sygnały, że na Lubelszczyźnie grupom psychomanipulacyjnym ulega coraz więcej kobiet. I nie są to już te tradycyjne ruchy jak np. Hare Kriszna, ale nowe, wywodzące się z New Age, związane z filozofią daleko-wschodnią albo uzdrowicielami. One wchodzą do Polski i na Lubelszczyznę coraz liczniej. Propagują medytację, jogę, wiarę w reinkarnację. Sednem tych doktryn jest przeświadczenie, że człowiek jest Bogiem i wszystko, czego pragnie, jest dobre. Pól do fantazji na ten temat jest wiele. Te grupy skompromitowały się już we Francji, Niemczech. Tam już nie bagatelizuje się problemu. W Polsce, niestety, tak.
Przecież działają centra przeciwdziałania tym grupom, także w Lublinie.
Owszem. W naszym pracują wolontariusze - studenci psychologii, teolodzy, jest wśród nas ksiądz. I tu muszę się pożalić. Przed rokiem wysłałem pismo do prezydenta, wojewody i marszałka z pytaniem, czy nie chcieliby wesprzeć dotacją naszej działalności. UM odpowiedział, że przeciwdziałanie sektom nie leży w celach miasta. Zrozumieliśmy, że to marginalny problem. W Olsztynie takie centrum, jak nasze finansowane jest przez Urząd Miasta i Urząd Marszałkowski. Dostają 7 tysięcy na rok, co wystarcza na zapłacenie za godziny dyżurującym pod telefonem wolontariuszom. My robimy to za darmo, także jeździmy w teren. Te 7 tysięcy to symboliczna suma - a nam by bardzo pomogła. Wielu wolontariuszy się zniechęca. Odchodzi. Opowieści, jakie słyszą, są często niesamowite, wymagają od nich mocnych nerwów. Jakaś kobieta opowiadała, że uprawiając jogę unosi się nad ziemią. Przed kilkoma laty byłem na sympozjum, na którym pewien Francuz opowiadał nam, jak to w latach 70. ubiegłego wieku Francuzi zlekceważyli problem sekt. Dziś za to płacą.
A szanse powrotu do życia?
Są. W naszym centrum pracowała niedawno dziewczyna, którą wcześniej przez trzy lata była wyznawczynią sekty Arymana. Aryman to starożytny odpowiednik szatana. Miała problemy w rodzinie, odeszła z domu, czuła się samotna i wtedy przygarnęła ją sekta. Na szczęście spotkała dobrych ludzi, którzy pomogli jej wrócić. Jeździliśmy potem razem po szkołach Lubelszczyzny, opowiadała o swoich doświadczeniach dzieciom. Profilaktyka jest ważna. Psychomanipulacja trafia na podatny grunt. Nie tylko na ludzką naiwność, ale także na naturalne potrzeby człowieka. Potrzebę akceptacji, identyfikacji z grupą. I dlatego sekty najpierw "bombardują miłością". Łatwo wchodzą do nich osoby z problemami rodzinnymi. Wielu zwyczajnie nie radzi sobie z życiem. Oczekują cudu, a przychodzi zniszczenie.

Więcej na temat grup psychomanipulacyjnych na www.psychomanipulacja.pl
EC

_________________
Nie jedz na czczo (grafitti)


05 Sie 2009, 22:41
Profil
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Odpowiedz   [ 107 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5 ... 11  Następna

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by STSoftware for PTF.